Nord Stream 2 – spisek USA i Niemiec oraz konsekwencje dla Ukrainy

Dla Bidena interakcja z Berlinem jest ważniejsza w kontekście globalnym, ale Biały Dom dąży również do zapewnienia bezpieczeństwa Ukrainie.

Administracja Joe Bidena i rząd Angeli Merkel ogłosiły w środę, że osiągnęły porozumienie w sprawie rosyjskiego gazociągu Nord Stream 2. Umowa, nazwana już „zwycięstwem Putina”, wywołała falę krytyki po obu stronach Atlantyku. Ukraina zapowiedziała jednak, że nie podda się i będzie działać na rzecz powstrzymania kremlowskiego projektu wpływów geopolitycznych.

Zdjęcie: Biały Dom / Adam Schultz

KORZYŚCI I OBIETNICE MERKEL

Niemcy wreszcie obroniły powstanie rurociągu, którego broniły tak desperacko, że były gotowe do konfrontacji ze swoimi partnerami w Unii Europejskiej i swoim głównym przyjacielem zza oceanu, Stanami Zjednoczonymi. Angela Merkel i jej kluczowi ministrowie osobiście lobbowali za projektem. W ostatnich tygodniach w Waszyngtonie urzędnicy zarówno większego, jak i mniejszego kalibru na zmianę zbliżyli się do porozumienia. W zeszłym tygodniu Merkel osobiście spotkała się z Bidenem w Białym Domu, gdzie kwestia Nord Stream 2 była jednym z głównych tematów rozmów, przynajmniej dla Berlina.

Czasami wydawało się, że Niemcom potrzebny jest nie tyle gaz, co sam fakt ukończenia budowy i uniknięcie amerykańskich sankcji eksterytorialnych, które rzekomo uderzały w suwerenność Europy.

Tak więc osiągnięto porozumienie: rurociąg zostanie ukończony. I to było ważne zwycięstwo rządu niemieckiego. Merkel potwierdziła, że Niemcy są wiarygodnym partnerem biznesowym, który nie zdradza inwestorów. Ponadto niemieckie towarzystwa ubezpieczeniowe mogą odetchnąć z ulgą i nie czekać – przynajmniej w najbliższej przyszłości – na pozwy i miliony, jeśli nie miliardy, odszkodowania za zaległe umowy.

W zamian za dokończenie rurociągu rząd Merkel, który kończy swoją kadencję po wrześniowych wyborach, zaproponował listę obietnic.

Prawdopodobnie najistotniejsze w oczach administracji Bidena było zobowiązanie Niemiec do zainicjowania unijnych sankcji wobec Rosji w przypadku jej agresywnych działań wobec Ukrainy lub użycia surowców energetycznych jako broni. Przynajmniej zastępca sekretarza stanu USA Victoria Nuland nazwała w środę ten punkt „szczególnie ważnym” w Senacie.

Biorąc pod uwagę geopolityczne interesy Kremla, taka uroczysta obietnica rządu niemieckiego wygląda co najmniej naiwnie. Co więcej, Angela Merkel nie będzie musiała tego wypełniać, więc jej polityczna odpowiedzialność za to stanie się tylko moralna, gdy tylko w Niemczech zostanie wybrany nowy rząd. Jedyne, na co można mieć nadzieję, to to, że Niemcy szanują i dotrzymują słowa bardziej niż ich „niezawodni partnerzy biznesowi” z Rosji.

Tymczasem język dwustronnej deklaracji ma niejasne definicje, które mogą być różnie rozumiane w Berlinie, Waszyngtonie i Kijowie. Na przykład, czy postrzegać taką koncepcję jako „działania agresywne”? Wszak rosyjskie prowokacje, które na Ukrainie uważano za ingerencję w suwerenność, zostały ustnie potępione w Kongresie USA i nie wywołały nawet niepokoju w umysłach Niemców.

Zdjęcie: euroua.com

CZY BERLIN BĘDZIE MÓGŁ ZMUSIĆ ROSJĘ?

To jedno z głównych pytań, które pojawiają się podczas czytania treści Wspólnej Deklaracji. Przynajmniej perspektywa zmuszenia Rosji do kontynuowania tranzytu gazu przez Ukrainę po 2024 roku jest niejasna. Deklaracja stwierdza, że Niemcy „zobowiązują się do wykorzystania w tym celu wszelkich dostępnych środków wpływu”. Nie oznacza to jednak gwarancji, że taki tranzyt będzie de facto zapewniony.

Politycy niemieccy wciąż są dumni z tego, że dzięki ich mediacji, a także przy udziale Komisji Europejskiej – po wyczerpujących negocjacjach w 2019 roku Ukrainie udało się jeszcze podpisać z Rosją umowę o tranzycie gazu przez ukraiński GTS. Ale wtedy umowa została zawarta nie na dziesięć lat, jak oczekiwano w Kijowie, ale tylko na pięć. Wspólna deklaracja ma na celu przedłużenie umowy nawet o dziesięć lat, a Berlin obiecał nawet powołanie specjalnego wysłannika, który jak najszybciej, do 1 września, rozpocznie negocjacje. Stany Zjednoczone ze swojej strony wyraziły pełne poparcie dla tych wysiłków, tylko za oceanem.

Pojawia się jednak pytanie: jeśli Moskwa odmówi przedłużenia kontraktu na nowy okres – kiedy dokończenie Nord Stream 2 stało się w istocie kwestią rozwiązaną – czy można to uznać za przejaw agresywnego lub destrukcyjnego wpływu Rosji w Europie?

Symboliczna w tym zakresie była rozmowa telefoniczna Merkel z Putinem w środę, kiedy w Berlinie i Waszyngtonie ogłoszono wspólną deklarację. Wygląda tak, jakby Merkel zrobiła to aby pogratulować przywódcy Kremla zwycięstwa nad administracją Bidena.

Tymczasem we wspólnej deklaracji Berlin zobowiązał się do realizacji kilku kolejnych inicjatyw dla Ukrainy. W szczególności strona niemiecka obiecała utworzenie Zielonego Funduszu wspierającego transformację energetyczną Ukrainy. Aby to zrobić, Berlin jest gotów wnieść początkowy wkład w wysokości 175 milionów dolarów. Liczba ta wyraźnie nie jest imponująca, biorąc pod uwagę, że Ukraina straci kilka miliardów rocznie po uruchomieniu Nord Stream 2. Nie przekonuje nawet deklarowany 1 miliard dolarów, który Niemcy i Stany Zjednoczone będą „próbować” zgromadzić i nie same, ale z zaangażowanie inwestorów prywatnych.

Ponadto Niemcy będą nadal wspierać bilateralne projekty energetyczne z Ukrainą, zwłaszcza w zakresie efektywności energetycznej, a także przejścia z węgla, na które przeznaczono 70 mln USD.

JAK ZAREAGOWALI W USA?

Polityczna reakcja w Waszyngtonie na porozumienie Bidena i Merkel w sprawie Nord Stream 2 pojawiła się, gdy tylko media zaczęły publikować pierwsze informacje o jego gotowości. Tak więc współprzewodnicząca ukraińskiego klubu w Kongresie Stanów Zjednoczonych, kongresmenka Marcy Kaptur, porównała to porozumienie z paktem Ribbentrop-Mołotow.

„Niewiele jest w porozumieniu, które może powstrzymać Rosję od forsowania naszych sojuszników. Kongres rozumie kluczowe lekcje historii: za zmowę Niemiec i Rosji cenę płacą narody Europy Środkowo-Wschodniej” – powiedziała kongresmenka reprezentująca Partię Demokratyczną i prezydenta Bidena.

Anders Aslund, międzynarodowy ekonomista szwedzkiego pochodzenia, który obecnie pracuje w Waszyngtonie, nazwał tę sytuację szokiem. „Nie jest mnie łatwo zaskoczyć, ale jestem naprawdę zszokowany decyzją Bidena o poddaniu się skorumpowanemu i geopolitycznemu rosyjsko-niemieckiemu spiskowi wokół Nord Stream 2” – powiedział Aslund.

Zauważył, że Putin „pokonał Stany Zjednoczone i Niemcy” i nazwał tę decyzję „bardzo błędną”, wzywając administrację Bidena do wstrzymania projektu rosyjskiego gazociągu.

Istotne były również uwagi republikańskiego senatora Teda Cruz podczas środowego przesłuchania skierowanego do Victorii Nuland, trzeciej co do wysokości urzędnika w Departamencie Stanu USA. „Dwa akty ustawodawcze z sankcjami (przeciw Nord Stream 2 – przyp . red .) zostały przyjęte przez obie izby Kongresu z przytłaczającym – prawie jednomyślnym – poparciem” – powiedział senator, który brał czynny udział w opracowaniu tych przepisów. Powiedział, że Departament Stanu zignorował ten instrument i nazwał porozumienie Nord-Stream 2 między Stanami Zjednoczonymi a Niemcami „całkowitą kapitulacją” prezydenta Bidena Kremlowi.

„On (Biden – przyp. red. ) dał Putinowi wszystko, czego chciał, poddał się na gazociągowi – tzn rurociągowi, który my (administracja republikańska – przyp. red.) pomyślnie zatrzymaliśmy” – powiedział Cruz.

Ustawodawca podkreślił, że „błąd” Bidena odczują przyszłe pokolenia: „W ciągu następnych dziesięcioleci przyszli dyktatorzy rosyjscy będą kradli miliardy dolarów każdego roku przez błędną kalkulację Joe Bidena i wykorzystają ten rurociąg do ekonomicznego szantażowania Europy”.

Cruz zadał bezpośrednie pytanie Victorii Nuland: „Czy nasi ukraińscy sojusznicy zgodzili się na to porozumienie?” Nie udzieliła ona na nie bezpośredniej odpowiedzi, stopniowo zmieniając akcenty w innym kierunku.

CZY UKRAINA SIĘ ZGODZIŁA?

Odpowiedź na to pytanie została udzielona bez wahania we wspólnym oświadczeniu ministrów spraw zagranicznych Ukrainy i Polski. To właśnie te dwa kraje znalazły się pod pierwszym ciosem transatlantyckiego „spisku”, jak to nazwał Aslund. Podkreślili, że odmowa przez Stany Zjednoczone zamknięcia projektu rurociągu stworzyła „dodatkowe zagrożenia polityczne, militarne i energetyczne dla Ukrainy i całej Europy Środkowej”. Ponadto decyzja ta zwiększyła zdolność Rosji do wpływania na sytuację bezpieczeństwa w Europie, a także pogłębiła różnice między państwami członkowskimi NATO i UE.

Czy Kijów jest zadowolony z gwarancji zawartych w umowie Biden-Merkel? Oczywiście nie.

„Polska i Ukraina będą współpracować ze swoimi sojusznikami i partnerami, aby przeciwstawiać się Nord Stream 2 do czasu wypracowania rozwiązań kryzysu bezpieczeństwa przezeń wywołanego, w celu zapewnienia wsparcia państwom aspirującym do członkostwa w zachodnich instytucjach demokratycznych oraz zredukowania zagrożenia dla pokoju i bezpieczeństwa energetycznego” – napisano w oświadczeniu.

Jednocześnie ukraiński minister spraw zagranicznych stwierdził, że Kijów zainicjował jedno z dodatkowych narzędzi – konsultacje z Komisją Europejską i Niemcami w sprawie Nord Stream 2. „Ministerstwo spraw zagranicznych wysłało już stosowne noty do Brukseli i Berlina” – powiedział minister.

Ponadto Jurij Witrenko, prezes zarządu Naftogaz Ukrainy, przebywa obecnie w Waszyngtonie. Jak potwierdziła dla Ukrinform Ambasada Ukrainy w Stanach Zjednoczonych, spotyka się m.in. z członkami Kongresu USA i skupia się na zagrożeniach rosyjskiego gazociągu.

W publicznych komentarzach Witrenko podkreśla, że trzecia strona – Stany Zjednoczone czy Niemcy – nie może zagwarantować tranzytu gazu przez Ukrainę. A cena gwarancji rosyjskich jest znana, przynajmniej na przykładzie Memorandum Budapesztańskiego. Witrenko mówi, że zarówno Demokraci, jak i Republikanie w Kongresie USA popierają walkę Ukrainy z Nord Stream 2 i rozumieją, że jest to projekt geopolityczny, który nigdy nie powinien się udać.

Najnowsza chronologia wydarzeń wokół Nord Stream 2 wyjaśnia w pewien sposób, dlaczego strona amerykańska tak długo nie aprobowała wizyty prezydenta Zełenskiego w Waszyngtonie. Jest też jasne, dlaczego dwa spotkania Merkel – Zełenski i Merkel – Biden odbyły się przed ogłoszeniem daty tej wizyty, co zaowocowało „spiskiem” między Stanami Zjednoczonymi a Niemcami w celu dokończenia budowy rosyjskiego gazociągu omijającego Ukrainę. Nie oznacza to jednak, że takie stanowisko powinno pogorszyć stosunki między Kijowem a Waszyngtonem. Kremlowi wyraźnie by się to spodobało.

Oczywiście dla administracji Bidena interakcja z Berlinem jest o wiele ważniejsza w kontekście globalnym. Jednocześnie Biały Dom również nie rezygnuje z chęci zapewnienia Ukrainie gwarancji bezpieczeństwa. Choć tutaj Biden wyraźnie nie docenia aspiracji Putina. Na przykład Rosja już zaczęła ściągać swoje wojska na Białoruś na ćwiczenia Zachód 2021, które mają się odbyć 10-16 września – za półtora miesiąca! I to może być przejawem nowej agresji, gdy do 80-tysięcznej armii rosyjskiej na granicy z Ukrainą dołączą kolejne dziesiątki tysięcy.

Dla Ukrainy uzasadniona pozostaje silna dyplomacja, intensywny dialog z sojusznikami i partnerami – w tym między państwami europejskimi i w Kongresie USA, a także stanowcza pozycja polityczna. Wciąż istnieją możliwości zapobieżenia uruchomieniu rosyjskiego rurociągu. Od tego zależy teraz nie tylko bezpieczeństwo narodowe Ukrainy, ale także stabilność w większości Europy. I trzeba to jasno zrozumieć po obu stronach Atlantyku.

av


Źródło: Nord Stream 2 - spisek USA i Niemiec oraz konsekwencje dla Ukrainy

Może Ci się spodobać